3 sierpnia 2015

Pół roku mineło jak jeden dzień

W grudniu 2014 układałam plany na ten rok, a w sierpniu opłakuję "zmarnowany" czas. No może nie do końca zmarnowany ale z moich postanowień żadne nie jest na takim etapie jaki bym chciała. Zaniedbałam trochę (no dobra bardzo) Was i bloga, ale mam nadzieję, że to się w nadchodzącym czasie zmieni.

Ostatnie dni dały mi wiele do myślenia. Staram się poukładać wszystko w swojej głowie i w czasie. Zostało tylko 6 miesięcy do zrealizowania wszystkich planów. Z 52 książek do przeczytania nadal jest 49 - tak przez ostatnie tygodnie czytałam tylko gazety, artykuły branżowe i blogi - zakrawa to trochę o analfabetyzm wtórny :)

Oszczędności pochłonęła zalana piwnica moich rodziców - przymusowy remont pochłonął 1638,80zł moich oszczędności + niepoliczone złotówki moich rodzicieli. Reszta postanowień się obraziła i siedzi w kącie.

Po tych 6 miesiącach wiem, że nie tylko lenistwo przeszkodziło mi w wypełnieniu celów. Główną i chyba najbardziej znaczącą przyczyną nie wywiązania się z zadań była i jeszcze jest prokrastynacja. Nie wiecie czym jest prokratsynacja? Służę wyjaśnieniem:

 

Czym jest prokrastynacja? 


Prokrastynacja to nagminna skłonność do odkładania wszystkiego na później. Odkłada się z reguły  bardziej złożone i wymagające zadania, aż do momentu gdy zdajemy sobie sprawę, że więcej czasu już nie mamy. W ten sposób ucieka nam sporo czasu i zadanie jest ostatecznie zrealizowane dużo gorzej niż powinno lub w najgorszym wypadku wcale.

Definicję tego zjawiska przeczytałam kilka dni temu na jednym z blogów (niestety nie pamiętam gdzie). I w tedy wszystko stało się jasne dlaczego zamiast działać odkładam wszystko na jutro/na za tydzień/od przyszłego miesiąca. Wyjaśnienie zjawiska, które mną kierowało doprowadziło mnie do przyczyny nr 2 nie dopełnienia postanowień, a mianowicie brak konkretnego planu.

Przeplanowanie, zmęczenie i kilkudniowa depresja


Zdałam sobie sprawę, że gdy cokolwiek planowałam nie brałam pod uwagę takich czynników jak: czas, pracochłonność zadania, koszty, czy droga/odległość. Starałam się upchnąć jak najwięcej rzeczy do wykonania w danym dniu. Ostatecznie każdy plan upadał bo był przeładowany i zwyczajnie brakowało mi czasu. A ponieważ nie wpisywałam nigdzie czasu na przerwę to po tygodniu takiego działania byłam wykończona fizycznie i psychicznie z dużym kacem moralnym bo TYLE MIAŁAM ZROBIĆ!

Problem nr 3 pojawiał się za każdym razem jak zmęczenie i niezadowolenie z siebie przekraczało poziom krytyczny. Kilkudniowa depresja pojawiała się od razu i dogaszała resztki zapału jakie tliły się jeszcze w mojej głowie. Potrafiła trwać nawet tydzień, a ja w tym czasie byłam w stanie chodzić jedynie do pracy i tam wegetować.

Jak pozbyć się przyczyn niewypełnionych postanowień?


Przez ostatnie dni dużo myślałam nad tym jak pokonać 3 złoczyńców i wymyśliłam moje 3 sposoby na ich pokonanie :)

1) Optymalne planowanie - Po dłuższych poszukiwania znalazłam idealne dla siebie narzędzie do planowania - TRELLO, spełnia wszystkie moje wymagania, a do tego jest bardzo intuicyjny. Korzystając z tego narzędzia przyjęłam kilka zasad optymalnego planowania które będę testować co tu kryć przez najbliższe pół roku :)
  • Codziennie wieczorem planuje rzeczy na kolejny dzień - nie planuję z tygodniowym czy miesięcznym wyprzedzeniem bo to nigdy nie zdaje egzaminu. Zawsze może się stać coś co pokrzyżuje nasze szyki.
  • Większe zadania rozkładam w czasie - poszczególne etapy wplatam w wieczorne planowanie dnia kolejnego. Mając rozpisane poszczególne etapy większego zadania wiemy ile nam zostało do ukończenia celu i nie zniechęcamy się do dalszego działania.
  • Planuje tylko 60% czasu - jeżeli mam do dyspozycji 6 godzin to planuje czas tylko na 4. Dlaczego? Bo zawsze może zdarzyć się coś nieprzewidzianego, znajomi na kawę, blokada twórcza czy zepsuty komputer.
  • Lista zadań dodatkowych nie zaplanowanych - tworzę oddzielną listę na rzeczy, które chciała bym zrobić ale nie są pilne. Jak zostanie mi czasu w danym dniu albo potrzebuję oderwać się od planu to zaglądam na taką listę i robię coś co i tak chciałam zrobić, nie tracąc przy tym dobrego samopoczucia na dalszą pracę.
2) Relaks - wcześniej myślałam, że odpoczynek czy planowane lenistwo to tylko strata czasu, a sen przeszkadza w efektywnym życiu. Myliłam się. Bez odpoczynku, relaksu snu nie ma mowy o efektywnym działaniu. Dlatego raz w tygodniu robię sobie dzień lenia. Oddaje się w tedy tylko błogiemu lenistwu, wysypiam się, spaceruję i słucham muzyki.

3) Dieta i sprawność fizyczna - lekkostrawna, sezonowa dieta oraz ćwiczenia(basen i codzienne bieganie) to podstawa dobrego samopoczucia. Już pierwsze (dzisiejsze) bieganie dało pożądany efekt.

Tak więc rozwaliłam system, wymówki się skończyły!

A jak wasze postanowienia? Realizujecie czy tak jak ja "zmarnowaliście" ostatnie 6 miesięcy?

1 komentarz:

  1. koniec z wymówkami ; ) podoba mi się Twoje podejście! myślę jednak, że jesteś dla siebie zbyt surowa, nie traktuj tych miesięcy jako zmarnowanych. pomyśl sobie, że to właśnie one dały Ci do myślenia i sprawiły, że jeszcze lepiej zrealizujesz swoje plany - prędzej czy później. + współczuję rodzicom zalanej piwnicy ; c

    OdpowiedzUsuń